rss

Kategorie

Znajomi

Archiwum

Tagi


Kalendarium

Październik
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

12 lis

11 LISTOPADA DOOKOŁA KIELC

Tagi: trasa, bike, błoto, Cedzyna, Dobromyśl, dętka, Kielce, Patrol, Piaski, plan, route, rower, S7, trip, wycieczka, Zagnańska

Kategoria: rowerowe

Plan na objechanie Kielc na rowerze liniami granic administracyjnych pojawił się późną wiosną jak zaczynałem się ponownie “wkręcać” w temat rowerowania. Poszperałem wtedy w googlu i poszukałem aktualnych map miasta. Potem próbowałem to rozrysować na w miarę dokładną trasę rowerową. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jest około 80km tych granic, wiec nie będzie to taka zwykła przejażdżka, zwłaszcza że 3/4 trasy do przejechania bezdrożami ( http://ridewithgps.com/routes/2662631 ). Próbowałem zarazić kumpli tym planem, bo samotnie się trochę dłuży taki trip i w razie jakiejś awarii czy kontuzji zawsze dobrze mieć kompana przy boku. Ale jak to bywa ciężko było zebrać ekipę na całodniowy wypadzik.

 

Przez cały sezon gdzieś tam miałem w głowie ten plan ale jeździło się sporo po województwie i nie narzekałem na brak wrażeń rowerowych, wiec już praktycznie odpuściłem. Kiedy przyszedł listopad i zrobiło się zimno było już prawie pewne, że Kielc nie uda się objechać w tym sezonie. Zrobiłem sobie nawet już małe podsumowanie i nie uwzględniałem w nim większych wycieczek rowerowych na ten rok. Światełko w tunelu pojawiło się na początku miesiąca, spojrzałem jak “układa” się święto 11 Listopada w przedłużony weekend i dodatkowy dzień wolny dawał nadzieje na skompletowanie ekipy rowerowej. Rzuciłem ponownie na grupę temat ”DOOKOŁA KIELC“… miałem nadzieję, że wśród braci rowerowej pozostało jeszcze odrobinę werwy na jakieś fajne zakończenie sezonu. Ku mojemu zdziwieniu nastała błoga cisza… jakby zmęczone rowery wraz ze swoimi jeźdźcami zapadły już w zimowy sen.

 

Mimo wszystko decyzja już zapadła. Zasiadłem ponownie do studiowania map. Większość z tej trasy przebiegała nieznanymi mi ścieżkami wydeptanymi wzdłuż lasów i przez pola. Nie posiadam GPSu  (nie do końca wierzę tym bezmyślnym urządzeniom) wiec musiałem nauczyć się trasy praktycznie na pamięć. Wydrukowałem kilkustronicową ściągawkę w razie jakbym gdzieś pobłądził po drodze i zacząłem się psychicznie nastawiać na zrealizowanie planu. Z całej ekipy rowerowej jedynie Tomasz zadeklarował chęć późnojesiennego wypadu na rowerze w lasy i knieje. Umówiliśmy się jak zwykle w parku koło Muszli Koncertowej o 7 rano 11 listopada.

 

Nakręciłem się na tą trasę jak dzieciak do tego stopnia, że nie mogłem zasnąć wieczorem w przeddzień wyprawy a jak już się udało to śniła mi się jazda ))) hehehe

 

O szóstej rano pobudka, kawa, szybkie śniadanie,  sprawdzenie czy wszystko spakowane w plecak i za dziesięć siódma już jechałem na umówione miejsce spotkania. W parku miła niespodzianka, dołączył do na znajomy Tomka wiec w trzójkę wyruszyliśmy w kierunku Górek Szczukowskich gdzie zaczynała się nasza trasa.

16 kilometr a rumak jeszcze czysty ))) to już niebawem się zmieni

 

Początek trasy nie zapowiadał tego co niebawem miało się zacząć ))) czyli błoto, błoto i jeszcze raz błoto. Jako, że próbowaliśmy jak najbardziej to możliwe trzymać się wyznaczonej trasy, już na 18 kilometrze wpakowaliśmy się dość głębokie, pełne gęstej brudnej mazi, drogi oddzielające mężczyzn od chłopców. Niestety dwa poprzednie dni padał deszcz, a że było dość zimno i wilgotno ziemia nie poradziła sobie z wchłonięciem takich ilości wody, nawet w lasach było dość grząsko.

Pierwszy króciutki postój na 20 kilometrze w okolicy zbiorników wody na Gruchawce.

Rzut oka na rowery i pierwsze wnioski. Hamulce tarczowe znacznie lepiej by sobie radziły. Klocki w takim środowisku pracy, nie spełniają swojego zadania, skuteczność hamowania jest dużo mniejsza w błocie, a jak się potem okazało piach dość mocno podniszczył gumę powodując znacznie większe tarcie, zupełnie jakby felga była pokryta gruboziarnistym papierem ściernym.

Niestety podczas tego postoju okazało się również, że Fenek (znajomy Tomka) planuje się niebawem odłączyć od peletonu. Póki co ruszamy dalej, mijamy tory kolejowe na Piaskach i kierujemy się do ulicy Zagnańskiej przez las.

Na 25 km w okolicy zakładu karnego na Piaskach 1/3 ekipy rezygnuje a my dzielnie ruszamy dalej ku przygodzie. )) Lasy na Siejach i w okolicy Dąbrowy oraz pierwszy telefon od żony (wrrrr) skutecznie nadszarpnęły morale mojego ostatniego kompana. Wiedziałem już, że będzie ciężko dokończyć tą trasę…. Kolejne kilometry błota i podjazdy ale dawaliśmy rade, nawet złapanie kapcia przez Tomka w okolicy ogródków działkowych nie zniechęcały mnie do dalszej jazdy. Tu szacunek dla Darka, który przywiózł nam samochodem nową dętkę i pomógł w jej wymianie. )))

Po przymusowym pitstopie ruszyliśmy przez ogródki w kierunku Domaszowic a potem Cedzyny, gdzie zrobiliśmy skok na sklep i postój na drugie śniadanie. Dalej objazd zalewu w Mójczy i mycie rowerów w rzece, bo rumaki już prawie wcale nie hamowały i były dodatkowo dociążone kilkoma kilogramami błotka. Niestety w tym miejscu mój drugi kompan podjął decyzje, że nie będzie dalej kontynuował podróży…((((( Na ulicy Prostej na 47 kilometrze się rozdzieliliśmy a ja pojechałem dalej. Nadszarpnęło to nieco i moje morale i już nie byłem pewien czy dojadę do końca ale postanowiłem, że przynajmniej spróbuje. Na szczęście troszkę się rozpogodziło ( o ile w ogóle to możliwe w listopadzie przy 8 stopniach celcjusza) i czułem, że słonko mi dopinguje, wiec jechałem dalej.

Widok na Kielce z okolic Ostrej Górki Na 60km mijając ulicę Piotra Ściegiennego w Dyminach podjąłem decyzję zmodyfikowania nieco pierwotnej trasy i kierowania się w dalszą podróż drogami utwardzonymi. To pozwoliło mi kontynuować jazdę trzymając się w miarę blisko wyznaczonej trasy ale nie ryzykować jakiejś awarii lub co gorsza kontuzji ( nie raz w tym błocie się przewróciłem ).

 

Widok na kopalnię kruszyw w Sitkówce

Słowik i podnóża góry Patrol

Ostatnia strona ściągi, chyba się uda dokończyć trasę )))

Wg mapy powinienem wjechać na Patrol ale nie zaryzykowałem samotnego podjazdu po tych liściach, zwłaszcza, że podejście tu pieszo stanowi nie lada wyzwanie a co dopiero wjazd na rowerze. Dalej już trasa wydawała się prosta, choć chyba już ze zmęczenia pomyliłem nieco drogi w okolicach Zalesia i Dobromyśla. Pojechałem za daleko i po raz kolejny tamtego dnia przeciąłem Trasę S7.

Widok na Kielce z Dobromyśla

To już były ostatnie kilometry i muszę przyznać, że czułem radość i małą satysfakcje więc nawet znalazła się chwila na tzw samojebkę.

Rower, poza hamulcami, spisywał się bardzo dobrze, choć wyglądał adekwatnie do tych ton błota, które wspólnie przerzuciliśmy tego dnia. Ja też byłem cały brudny ale jak tak dziś po kilku dniach piszę ten tekst, chętnie znów bym wyskoczył na taki offrołdowy rajdzik.

Ostatnie 10km to już w zasadzie powrót asfaltem do domu. Po dotarciu do Górek Szczukowskich i “zamknięciu okręgu” poczułem się naprawdę dobrze )))

Słonko chyliło się już ku zachodowi była godzina 16, jak sobie potem policzyłem 9 godzina jazdy. Chyba wyglądałem dość zabawnie taki ubłocony bo ludzie na ulicach się uśmiechali na mój widok. Mimo delikatnego zmęczenia podjechałem jeszcze na myjnie bezdotykową umyć “bajka”, należała mu się ta kąpiel podobnie jak mnie prysznic.

 

Na koniec tego przydługiego postu mapka trasy jaką przejechałem 11 Listopada i trochę statystyk.

dystans: 80,2 km

czas: 9 godzin

temperatura : start (7 rano) 4 stopnie Celsjusza, meta (godzina 16) 8 stopni

różnica poziomów: 769 metrów

kalorie: ponad 2000 (padło mi po drodze Endomondo, stąd dane szacunkowe)

 

Mam wiele miłych wspomnień po tej wycieczce, przede wszystkim cieszę się, że zrealizowałem swoje założenia, dokończyłem to co zacząłem i jestem o to doświadczenie silniejszy. Wiem też, że jazda samemu w takie dłuższe trasy też może być fajna. Pogadałem sobie z samym sobą.))) Aaaaa no i wiem, że warto się lepiej przygotowywać na takie wypady, mam na myśli zapasowe dętki ))))

 



Dodaj komentarz do wpisu:

WIKTOR TASZŁOW | PHOTOGRAPHY BLOG © 2012