rss
06 mar

Wernisaż malarstwa Ewy Ceborskiej

Tagi: wernisaż, wystawa, malarstwo, Cebowska, Petite, Kielce, Best Western, Grand Hotel, ceramika, sztuka, rzeźba

Kategoria: codzienne

W lutym miał miejsce wernisaż malarstwa Ewy Cebowskiej w Best Western Grand Hotel w Kielcach organizowany przez Galeria Upominków Artystycznych Petite. Tak się złóżyło, że miałem przyjemność zrobić kilka zdjęć na tej imprezie, które prezentuje poniżej.


Wystawa zatytułowana "Cityscapes | Kielce"  prezentuje pejzaże miejskie z kieleckich ulic. Zamierzeniem autorki jest pokazanie codziennego życia we współczesnych Kielcach przy jednoczesnym podkreśleniu piękna i wyjątkowego uroku naszego miasta, jego architektury oraz odrestaurowanego centrum. (zródło ED)

 

Polecam również wyjątkową galerie sztuki i upominków PETITE, w tym wyjątkowym miejscu zebrane są wspaniałe obrazy, fotografia, rzeźba, ceramika i wiele, wiele innych przedmiotów w otoczeniu, których ja czułem sie naprawdę dobrze ))

 


 

 

 

 

 

 

 

 

W klimacie PETITE :)

Galeria mieści się w Grand Hotelu**** by Best Western

ul. Sienkiewicza 78, Kielce

 

 

 

 

 

 

 

 

 

19 lut

ROWER - UCIECZKA PRZED ŚWIATEM

Tagi: rower,kielce,sens,ruch to zdrowie

Kategoria: rowerowe

Od dłuższego czasu zbieram się, żeby w kilku zdaniach scharakteryzować moje zamiłowanie do ROWERU. Czym stało się dla mnie przemierzanie kilometrów na dwóch kółkach, nie rzadko w samotności, niezależnie od pogody i temperatury, często w trudnym terenie i bez żadnego profesjonalnego sprzętu? Czy można doszukiwać się w tym jakiegoś celu? Czy w ogóle ma to jakikolwiek sens?

Kiedyś, za czasów około szkolnych rower był moją furtką na "świat", nie byłem jednym z tych szczęśliwców, którzy posiadali motorynkę czy Jawkę. O Simsonie w ogóle nie mogłem nawet pomarzyć wiec marzyłem o kolarzówce. Pamiętam jak przez Kielce przebiegał jeden z etapów TOUR DE POLOGNE, jak stałem przy barierce z watą cukrową w ręce i gapiłem się na herosów na pięknych bajkach. To wtedy zapragnąłem zostać kolarzem. )) Jako, że schyłkowe lata PRLu przypadły na okres mojego dorastania, i choć to dziś dla wielu nieprawdopodobne ale były czasy, że na sklepowych pólkach poza kurzem był jedynie ocet, to o coś takiego jak kolarzówka było dla przeciętnego obywatela równie ciężko jak dziś dostać się do lekarza specjalisty na NFZ. W moim mieście był jeden sklep rowerowy, wiec jak poszła fama, że będzie dostawa, moja kochana Mama zacumowała w długiej kolejce na kilka dni w oczekiwaniu na Stara z towarem. Niestety to wtedy moje "wielkie marzenie" legło w gruzach, bo kolarzówki dla mnie brakło i zostałem renegatem na WIGRY_3.)))

Nigdy nie oszczędzałem sprzętu, wiec te kilka rowerów jakie przewinęły się przez moje ręce nie raz odwiedzały speców ze spawarką po krasz testach jakie im fundowałem. To wtedy dowiedziałem się, że składaki nie są BMXami, ale nie znaczyło to, że nie można nimi troche poszaleć. Niestety nie było mnie stać na najnowsze rowery wiec trzeba było dbać o to co się miało. Mimo, że mocno doświadczane to mechanicznie w 100% sprawne i zawsze kilka razy w sezonie serwisowane osobiście przeze mnie w domowym warsztacie OCC. Znałem każdą śrubkę w rowerze i każdą kulkę w łożyskach, starałem się dbać o mechanizmy i utrzymywać je w czystości, przynajmniej do kolejnej wyprawy po jakichś bezdrożach.)))

Pięknie ta historia się rozkręcała i mógłbym tak godzinami wspominać tamte czasy, wycieczki w kierunku Św.Katarzyny, ganianie się po osiedlu i ucieczki przed Policją, mniejsze lub większe wypadki i potrącenia przez samochody ale czas szybko leciał i jak gilotyną odcięty, nagle zaczołem chodzić do pracy, stałem się "dorosły" i przesiadłem do samochódu. To niesamowite, że człowiek tak może się zmienić, ale Bycie Odpowiedzialnym pobiera duży podatek od ludzi nieobdarzonych "szczęściem" posiadania taty na kierowniczym stanowisku.)))) Dobrze, że udało mi się zachować tą iskrę w sobie bo mój lekko niepokorny charakter zmuszał mnie co trochę do porzucania gajera i zakładania a to kasku motocyklowego a to koszulki piłkarskiej. Zawsze lubiłem wysiłek fizyczny wiec po kilku latach "posuchy" nastał czas piłki nożnej. Nie było meczu z którego nie wracał bym poobijany, z kontuzjami i zadrapaniami. Raczej nie grywałem zachowawczo i nie unikałem walki wiec prędzej czy pózniej musiało sie to źle skończyć. Najpierw po bardzo mocnym uderzeniu wylew w prawym oku, szpital i ponad półroczna rehabilitacja, a zaraz potem jak tylko wróciłem na boisko zerwane więzadła, orteza, punkcje i szpital. Młody organizm to się szybko regeneruje, hehehe, wiec jakoś się pozbierałem, niestety na boisko już nie mogłem wrócić bez operacji. Znowu nastał czas, w którym największym wysiłkiem fizycznym było wyniesienie worka ze śmieciami do kosza a długość spaceru ograniczała sie do drogi do garażu. Kolano dawało o sobie mocno we znaki wiec musiałem być ostrożny, do tego doszły problemy z kręgosłupem a wszystko sie pogłebiało z powodu specyfiki pracy i braku ruchu. Organizm, pewnie nie tylko ludzki, jest tak skonstruowany, że musi się ruszać, i z wiekiem chyba coraz bardziej to widać a raczej czuć w kościach.

Półtorej roku temu odgrzebałem więc swojego 15 letniego górala, klasy Tesco, przejrzałem z grubsza mechanizmy i postanowiłem wrócić na ścieżki rowerowe. Była to ostatnia deska ratunku dla moich obolałych pleców i niezoperowanego kolana. Dodatkowo zmotywowała mnie do tego Unia Europejska z funduszy, której rozkopano połowę miasta i dojazd gdziekolwiek samochodem wyraźnie odbijał się na stanie układu nerwowego. Jako, że moja kondycja była adekwatna do ilości owych ścieżek rowerowych w Kielcach, powolutku bez pośpiechu zacząłem łapać bakcyla na nowo i po sezonie 2011 postanowiłem przesiąść się na nieco lepszy rower. W zeszłym roku już zupełnie przesiadłem się na dwa kółka bo zabawa zaczęła mnie mocno wciągać. Coraz dłuższe trasy, coraz trudniejsze wyzwania, coraz większa radość.

Wrzesień zeszłego roku wydawał się końcem sezonu rowerowego bo pogoda była fatalna, deszcz, zimno, brak słońca nie zachęcały do spędzania czasu na "świeżym powietrzu". Zacząłem już nawet podsumowywać przejechane kilometry i myślałem odwiesić rower na hak. Aż do pojawienia się pomysłu na odjechane zakończenie roku na dwóch kółkach, o czym pisałem tutaj:

http://blog.wiktortaszlow.art.pl/19/34-11_listopada_dookoLa_kielc.html

Po tamtym wypadzie zrozumiałem, że rower jest sprzętem całorocznym i pojawił się plan przejechania całej zimy na dwóch kółkach. Staram się więc od tamtej pory niezależnie od pogody i temperatury systematycznie co niedzielę a czasem i kilka razy w tygodniu wyskakiwać na 40-60 kilometrowe spacery po uroczej Kielecczyźnie. Jako, że często jeżdżę sam to i czasu na zastanowienie się nad tym fenomenem dwóch kółek jest więcej, próbuję od jakiegoś czasu dopisać jakąś fajną filozofie do tego bo wiem, że puste miejsce w mojej głowie zaczyna coraz częściej zajmować podróżowanie rowerem.

Wiec tak ja to teraz widzę. Jest to dla mnie taka mała fabryka, która zamienia ból, zakwasy i zmęczenie na radość i uśmiech. Pozwalająca doładować akumulatory, oderwać się od gleby na kilkanaście centymetrów i porzucić przyziemne problemy wyżerające nas jak kwas każdego dnia. Często jak jadę sam, wrzucam sobie program motywacyjny i jakieś nowe wyzwania, sprawdzam sam siebie czy podołam. Ze zdziwieniem zauważyłem, że przestałem się poddawać i w 95% udaje mi się zrealizować plan. Coraz trudniejsze trasy, nowe rekordy prędkości czy coraz wyższe podjazdy to tylko narzędzia do zweryfikowania swojej wytrwałości i udowodnienia sobie samemu, że dam rade, że nie jestem jeszcze wapniakiem. Ale tak naprawdę nie o to wszystko chodzi... Często słyszę o ludziach porzucających swoje dotychczasowe życie i zaczynających nowa podróż....  A czym tak naprawdę jest ta podróż jak nie ucieczką... Ucieczką przed światem, na którym się zawiedli, który nie daje już satysfakcji... No i pewnie każdy prędzej czy później zacznie jakąś podróż... jedni uciekną w alkohol, inny prochy, można stać się zgorzkniałym i nieprzyjemnym dla innych lub nieszanując siebie popaść w szał cielesnych uciech... jest też dużo pozytywnych ucieczek, hobby, pasje, sport itp.

Jest dużo możliwości, jedne lepsze inne gorsze ale każda jest reakcją na coś... nie mam fakultetu w tym temacie wiec nie drążę tematu, ale wiem czym dla mnie stał się ROWER.

Wojna na Ukrainie, Europa nic nie robi w tej sprawie, w Syrii co dzień giną ludzie a mocarze tego świata nie widząc tam interesu bagatelizują temat, w kraju politycy prześcigają się sposobach upodlenia szarego człowieka, absurd goni absurd. W moim rodzinnym mieście marnuje się miliony złotych z kasy miejskiej na wątpliwą "promocje Kielc" pakując kasę w klub piłkarski a dzieciakom w szkołach i przedszkolach zabiera się zajęcia dodatkowe bo na to już brakuje kasy. Przykłady chorego systemu można mnożyć. Już od dawna nie oglądam wiadomości, bo ciśnienie mi za bardzo skacze.  Jednak gdzieś się kumuluje w nas ta negatywna energia, która musi znaleźć jakieś ujście bo inaczej nas rozsadzi od środka a modni dziś psycholodzy już na to czekają. Niech do tego dojdzie trochę problemów prywatnych i bomba gotowa. Trzeba znaleźć jakiś zawór bezpieczeństwa i takim właśnie stał się dla mnie ROWER.

Ucieczką przed światem, na który nie mam wpływu. Ruch na świeżym powietrzu, piękne widoki, brak pośpiechu, to wszystko daje radość. Serdecznie polecam wszystkim wskoczyć w jakiś ładny dzień na rower i pognać przed siebie. Gwarantuje, że jeśli nie braknie wam motywacji bardzo szybko poczujecie jaką radość to daje. I plecy już nie bolą i w kolanie nie strzyka tak często ...)))))

 

Podpisuję się pod hasłem poety z Białegostoku obiema rękami:

żródło: https://www.facebook.com/kocham.swoj.rower?ref=stream

 

29 sty

DRIFT NA DACHU GALERII HANDLOWEJ cz.2

Tagi: drift,kielce,drift_for_fun,galeria_korona,bmw,drift_pabis

Kategoria: motoryzacja

Druga część fotorelacji z niedzielnej zbiórki na WOŚP zorganizowanej przez DRIFT FUN KIELCE.

 

Link do części pierwszej: http://blog.wiktortaszlow.art.pl/21/39-drift_na_dachu_galerii_handlowej.html

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


WIKTOR TASZŁOW | PHOTOGRAPHY BLOG © 2012